2012-02-22 10:50:26 >>
;]
Zastanawiam się, kto wypisuje takie bzdury na garso. Kto jest takim pokurwieńcem, by po moim odejściu odpierdalać takie rzeczy.
Ten ktoś musi być zjebaną kurwą, bo mi to już nie robi, co tam będzie napisane.
Komu jeszcze zależy na tym, by mnie pogrążyć? Mogę się tylko domyślać kto za tym stoi.
I współczuję tej osobie, że jest tak ograniczona, że bierze się za coś takiego. Szczyt żenady...
A jeśli to nie ktoś, o kim myślę? Skurwysynkom się szkoda zrobiło, że już tak dawno zapadłam się pod ziemię i nie mogą sie ze mną skontaktować? Wzruszające.
Gardzę ludźmi. Rzygam nimi.
Niech sobie kurwa kłamią na potęgę... Bo żadne kłamstwo powtarzane milion razy nie stanie się prawdą!
Lepiej jest przyznać się do czegoś, czego się nie zrobiło, tylko po to, by dać komuś satysfakcję... I pozwolić odejść. Podobno ludzie odchodzą, bo nigdy do nas nie należeli... Czy jak to tam C.R.Z ujął...
skomentuj (0)
2012-02-21 15:59:51 >>
Kolejny dzien wygrany... I przegrany zarazem.
Dostalam hardcorowego krwotoku z nosa, i sama juz nie wiem, czy to przez alkohol i leki, czy z innego powodu.
Znieczulam sie dzien w dzien.
Ale nic nie przynosi ukojenia...
Muzyka jeszcze bardziej przypomina, i rozrywa serce na kawalki.
Slucham wlasnie kawalka, ktory kojarzy mi sie z tym, jak jechalam samochodem calkiem nacpana... Strach wtedy zamknal mi oczy.
Tak sie balam tego, co nieuniknione...
Probuje sobie to wszystko jakos racjonalnie wytlumaczyc, ale nie potrafie.
Dzis kolejna wizyta u lekarza. Kolejny raz bede udawac, ze wszystko jest pieknie.
Ojciec tylko mnie zaprowadzi, nic jej nie powie, wiec moze uda mi sie wyciagnac recepte na najukochanszy Zolpic.
Caly czas budze sie po Ketrelu. Asentra przestala dzialac. Mam juz dosc szpikowania sie pigulami.
Rozmawialam wczoraj ze starymi o studiach i o wyjezdzie za granice. O tym, ze rzygam juz nauka, i chce wyjechac.
Niepotrzebnie im powiedzialam, bo znow zaczeli sie srac, ze jak ja sobie to wyobrazam - skoro nie skonczylam terapi.
Nie dodalam, ze owa terapie serdecznie pierdole.
Chce stad zwiac jak najszybciej, poki jest ktos, kto chce mi pomoc w znalezieniu pracy w Danii.
Gdyby udalo mi sie zamknac jeden temat, bylo by niezle. Nie chodze do szkoly, a jak juz pojde, to na godzine, dzien w dzien znieczulam sie alkoholem, a raczej calymi hektolitrami, i z utesknieniem czekam na weekendy, i melanz. I odsuwam od siebie tych, ktorzy chca byc blisko mnie.
skomentuj (0)
2012-02-21 10:17:05 >>
[*]
Po tylu dniach wreszcie mogę o tym napisać... A raczej spróbuję.
18 lutego 2012 o 15.30 Jej serce zatrzymało się na zawsze... Próbuję nie czuć, nie myśleć, bo inaczej znów wrócę do punktu wyjścia.
Nie rozumiem śmierci. Tego, że jest nieodwracalna. Że zabiera nam niektórych na zawsze...
To tak, jakby Ich nieobecność była tylko chwilowa. Jakby mieli zaraz wrócić... Niepojęta jest dla mnie ta pustka, którą śmierć pozostawia w sercu.
Zazdroszczę innym choćby tego, że rozumieją swoje uczucia, i uczucia innych. Ja pewnie nigdy się tego nie nauczę.
"Jedna z pułapek [dzieciństwa] polega na tym, że nie trzeba rozumieć, by czuć." i to jest chyba najgorsze.
skomentuj (0)
2012-02-20 16:14:33 >>
Love lives forever.
Jedno zdanie rozpierdoliło moje serce na kawałki kolejny raz.
Znów będę szukać ukojenia w chłodnej stali... Przecież moje ciało może być tylko wycieraczką, ostrzałką do noży.
Miałam się nie wahać 5 sekund...
Boże! Tylko Ty wiesz jak bardzo pragnę śmierci.
Bordowy ocean ukojenia.
skomentuj (0)
2012-02-20 07:44:00 >>
Ledwo wstałam. W zasadzie, czuję się jakbym jeszcze spała. Nażarłam się na noc tabletek, między innymi ukochanego Nasenu...
Pixy pewnie skończą mi się za wcześnie, jak zwykle. Gadałam wczoraj dość długo z Radkiem, ale znów nie pamiętam nawet, jak usnęłam.
Cieszę się że chociaż on chciał ze mną gadać, mimo moich wszystkich porażek.
Pamiętam co powiedział mi... Jak on miał na imię, Laci? Ten Węgier, którego spotkałyśmy z Adą, co opowiadał nam o Bogu, i o tym, że sam kiedyś ćpał i nie chciał żyć, i o tym jak jego życie się zmieniło. W każdym razie powiedział, że brakuje mi pokory. Tak więc schowałam dumę do kieszeni i odezwałam się do Radka.
skomentuj (0)
2012-02-19 20:56:26 >>
Postanowiłam poprosić o pomoc Radka. Chcial mi pomóc pół roku temu, ale wybrałam wtedy ćpanie...
Dziś jest inaczej.
Kolejny dzień na czysto. Kolejny tydzień bez frajerów. Nowe problemy, wyzwania. Zmiany, w których za chuj nie mogę się odnaleźć.
Wracają stany lękowe. Leki przestają pomagać...
We wtorek mam wizytę u lekarza. Może zwiększy mi dawki.
Jeden wielki chaos...
Oszukuję się, że robię to dla siebie.
skomentuj (0)
2012-02-19 12:22:27 >>
Nicość...
Przetrwałam kolejny dzień. Znów się najebałam, tym razem z Kaśką, Agą i ich kumplem, od którego dostałam 2 tulipany ;D
Oni poszli do Złotych, a ja sobie ogarnęłam 3 dychy w tym czasie. Dwóch kolesi dało mi trochę wódki xd A jeszcze inny dał mi 3 szlugi.
Inny chciał mnie zgarnąć na chatę, jakiś skurwysyn jebany, później podbił do niego inny spod dworca, i prawie się szarpać zaczęli.
Nie pamiętam już, co gadali, ale w końcu zwialam temu typowi.
Melanże są ostatnio dzień w dzień.
Są dni, kiedy potrafię najebać się trzykrotnie :D Jak ostatnio, kiedy najpierw się najebałam piwem, potem spotkałam kumpla który akurat palił zielone pod Złotymi, więc zapaliłam z nim, a później dojebałam jeszcze aco.
Najlepsze było, jak ten koleś z Węgier postawił mnie i Adzie po zestawie w Burger Kingu xd
Robię wszystko, by nie czuć i wytrwać w tym, co sobie postanowiłam.
Rzucanie palenia zostawiłam sobie na potem. Teraz to byłoby już zbyt wiele.
Z rana przesłałam sobie esa do mojej matki od A, by zawsze pamiętać, z kim byłam.
skomentuj (0)
2012-02-18 13:12:20 >>
Im about to lose my mind..
You've been gone for so long...
I'm running out of time...
Nadal próbuję walczyć z samą sobą. Wciąż się udaje, ale tracę siły z każdym dniem.
Nadziei już nie mam.
Nigdy nie próbowałam tego zmienić, więc po tylu latach jest to bardzo ciężkie. Tak kurewsko ciężkie, nie do uniesienia...
I teraz własnie, kurwa nie ma przy mnie nikogo!
Dławię się gorzkimi łzami.
Ile kurwa jeszcze mam znieść?
Kurwa, kurwa kurwa!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Tak wykurwiście chciałabym już umrzeć. Nie czuć. Ukoić ból. Zrobić cokolwiek, co sprawi że nie będę musiała dłużej cierpieć.
Posortowałam sobie zdjęcia, i w ogóle wszystko, do jednego folderu... By już przypadkiem nawet nie rozdrapywać ran,które i tak nie chcą się zagoić.
By serce nie pękało mi za każdym razem, kiedy ujrzę Ją - już tylko na zdjęciu, wiedząc, że marzenia już nigdy nie staną się tak namacalną rzeczywistością.
I co z tego, skoro wszystkie piosenki kojarzą mi się własnie z Nią?
Serce pęka z bólu.
Aniele stróżu... Skrzydłami otul, wiecznym snem...
skomentuj (0)
2012-02-17 22:09:55 >>
Będę Cię kochać aż do swojego samobójstwa.
Nie spałam w nocy. Że tak powiem, najebałam się wczoraj trzykrotnie.
Kurwa, tracę wiarę w to wszystko. Co ma mnie upewnić w tym, że to co robię jest słuszne? Zostałam zupełnie sama z tym wszystkim.
Mimo tak długiego czasu jeszcze się nie złamałam. Kasę wyciągamy z Adą od ludzi na ulicy.
Nie wierzę już chyba w nic.
Po co się starać? No kurwa, po co?
Nie chcę nawet żyć. Nie mam ani jednego powodu, dla którego chciałabym zostać na tej smutnej planecie choćby chwilę...
Przełamałam się jednak i poszłam do dr S. na Litewską.
Tłumaczyła mi, jak to z tymi emocjami wygląda. Nie rozumiem tego trochę mniej, niż wczoraj.
Wszystko mnie przerosło. Nie mogę z tym nic zrobić.
Zamykam oczy. Nie chcę widzieć, nie chcę czuć. Nie chcę czuć tej jebanej bezradności. Nie chcę już nawet tego rozumieć, chcę NIE CZUĆ.
Modlę się o chwilę ukojenia.
Na dziś mam 1 tabletkę Zolpidemu...
Boże, jak ja uwielbiam ten lek. Przeraża mnie to, że własciwie wszystko bym oddała, by go tylko mieć.
Jak żyję, nigdy do żadnej subst.mnie równie mocno nie ciągnęło.
Znów obsesyjnie pragnę umrzeć, krzywdzić się, i w końcu zniszczyć się bezpowrotnie.
Znów chce mi się wyć z bólu.
Konam z miłości.
skomentuj (0)
2012-02-17 01:42:47 >>
Rozkmina dnia: I tak jestem bardzo ogarnięta jak na to co potrafiłam wyczyniać.
Udaje się wytrwać w tym, co postanowiłam.
skomentuj (0)
2012-02-15 18:14:13 >>
Który raz będzie tym ostatnim?
A kiedy biegłam tak, przez śnieg, w kieszeni mając kolejną działkę... Czułam się, jakbym uciekała przed samą sobą.
Dzisiejszy dzień ograniczył się do wyjścia do szkoły na godzinę, i po towar.
Joda 2 podała mi pytania na sprawdziany. Jedne z pierwszych słów jakie padły, to "co się z tobą znowu dzieje?". Chyba widziała, że znów jest tragicznie, a może nawet jeszcze gorzej. Pytała, dlaczego z takim uporem ładuję się w toksyczne relacje, mówiła, że jeszcze mam szansę skończyć 3 klasę i zdać maturę.
Chciałabym w to wierzyć...
Póki co gniję za życia, zamiast wziąć się za siebie. M.W mówi, że muszę dać sobie pomóc. Więc pytam, kurwa, jak???
Jak Ona mogła mi to zrobić? Głucha cisza zamiast odpowiedzi. Czuję, że nie wytrzymam ani chwili dłużej z samą sobą.
Serce pęka, ale zaraz się znieczulę...
Nie zrozumiem nigdy. Nie chcę rozumieć. Chcę nie czuć. Czy proszę o zbyt wiele?
skomentuj (0)
2012-02-15 16:33:03 >>
Zdycham.
skomentuj (0)
2012-02-14 20:08:09 >>
The most loneliest day of my life.
Nareszcie wolność.
To już 8 dzień bez picia. Ponad tydzień... Po pół roku. Próbuję nie czuć, nie myśleć.
Ada dziś chciała wpaść, nawet na chwilę, przed wypisem. Michał też, z kwiatami podobno. Natan wyciągał mnie na chlanie.
Olałam wszystkich. Wolałam posiedzieć z Michasiem. Po wykąpaniu go już czuję, że będę mieć zakwasy. Tydzień leżenia robi swoje.
Mam już wszystkie leki. Może dzięki temu jakoś się nie rozpadnę. Chciałabym chociaż siebie teraz nie zawieść.
Odruchowo sprawdziłam, jakie mogą być następstwa przedawkowania... Myśli o tym, że nie chcę już żyć też próbuję olewać.
Zajawka na rzucanie się pod koła przeszła mi po kilku dniach. Dobrze, że od razu nie wyszłam na żądanie.
W sobotę mam zapierdalać do lekarza... Ojciec póki co bezskutecznie dobija się do dr. S. Ciekawe, czy po latach nadal będzie się upierać przy swojej diagnozie.
Relacje z siostrą jakoś powoli zaczynają się układać. Jak byłam w szpitalu przeprosiła mnie. Doszłam do wniosku, że w sumie już dawno jej wybaczyłam. Sama też ją przeprosiłam.
Tu na miejscu została do załatwienia ostatnia rzecz...
Oby jak najszybciej. Chcę już mieć to z głowy. A jak nic nie załatwię, to świat się nie zawali.
Czas znieczulić się lekami...
skomentuj (0)
2012-02-14 09:43:00 >>
WOLNOŚĆ jest darem Boga.
Przez ten tydzień zrozumiałam kilka rzeczy. Między innymi to, co działo się ze mną przez te wszystkie lata.
Nie zostałam na testach, bo nie potrzebna mi żadna oficjalna diagnoza. To, co powiedzieli mi starzy, to, co przeczytałam i do jakich wniosków doszłam w zupełności mi wystarczy.
Po raz kolejny brakuje słów, by nazwać to wszystko, co jest we mnie. Chyba do końca życia by mi ich nie starczyło. I pewnie już nigdy ich nie znajdę. Teraz już przynajmniej wiem, dlaczego.
Skoro nie mogę tak do końca zrozumieć siebie, to przynajmniej zrozumiałam... Kogoś. Dopiero będąc tutaj.
Zrozumiałam, że czasem życie pisze scenariusze, których nie jest w stanie zmienić żadna siła. Patrząc na tych wszystkich ludzi doszłam do dość oczywistego wniosku.
A jak wyjdę, zrobię coś o czym marzyłam już od tak dawna. Nie sądziłam że tak szybko będę mogła to zrobić. A jednak. Cudownie jest żyć w przekonaniu, że już nic się nie musi. Rozpierdolę wreszcie pewien telefon na drobny mak. Tak długo na to czekałam...
Wręcz marzyłam o tym.
Marzenia czasem się spełniają.
I wyjebane mam, że teraz już nikt nie stanie po mojej stronie. Że nie powie, że już nigdy nie będę musiała... Sama to sobie powiem.
I zrzucę z siebie ciężar tych pierdolonych kilku lat, które były jak piękny sen, co zamienił się w koszmar.
Rozmawiałam wczoraj z Olką. Znów mam z nią kontakt. Andrzej ponoć nic jej o mnie nie powiedział. Jak się okazało, niczego się nie dowiedziała w sprawie Oli. Przekazałam jej, co powiedział mi Jarek. Czyli właściwie nic nowego. O tym, że była impreza na torach, że niby stała na tych torach, i że mówił o tym tak, jakby coś wiedział, ale nie chciał powiedzieć. W końcu to jego kumpel był wtedy w tym pociągu.
Nie poszło raczej o to, że Grzesiek się dowiedział,co robi. Podobno się domyślał. Ale czego można się domyślać, siedząc w pudle..
Chyba nigdy się nie dowiemy, co tam się stało. Ale domyślam się, jak mogła mieć przejebane. Wiem, jak jest z agencjami.
Olka opowiadała mi, jak Zenek wysłał ją do agencji na miesiąc, jak jeszcze była w ciąży. O tym, jak miała przejebane, kiedy chciała odejść. Nie dziwię jej się ani trochę, że już go nie kocha.
Teraz mi pozostaje zapaść się pod ziemię. Nie słuchałam nikogo, kiedy był na to czas. Nie słuchałam M, kiedy opowiadała mi, co się działo jak pracowała na II2, nie posłuchałam Radka, kiedy chciał mi pomóc.
Nie słuchałam nikogo, i teraz muszę poradzić sobie sama.
skomentuj (0)
2012-02-13 19:53:30 >>
I got all the time in the world to...
"
- A jeśli pewnego dnia będę musiał odejść? - spytał Krzyś
ściskając Misiowi łapkę - Co wtedy?
- Nic wielkiego - zapewnił go Puchatek - posiedzę tu sobie i na Ciebie poczekam.
Kiedy się kogoś kocha to ten ktoś nigdy nie znika,
tylko siedzi gdzieś i czeka na Ciebie."
skomentuj (0)
2012-02-13 19:16:05 >>
I'm bulletproof, nothing to lose...
"
Mysz,
To bardzo ciekawy artykuł.
Czytając go pomyślałem sobie, że ja w Tobie zawsze widziałem
i widzę wiele z tych różnych uzdolnień i wartości, które wymienia się tam, jako typowe
dla tego zespołu. (...)
Najważniejsze jest, że masz niezwykły potencjał, który z pewnością wkrótce rozkwitnie w Tobie i rozbłyśnie
i pozwoli Ci się rozwinąć i wzrastać na miarę tych - na prawdę wielkich - darów w Tobie złożonych.
Całuję Cie bardzo mocno,
tata"
W połączeniu z tymi lekami kawa ścięła mnie z nóg. Mam już wypis, jednak nie chciało mi się dziś wracać.
Problemy z emocjami znów dają o sobie znać. Nie czuję się jeszcze najlepiej, ale nie wysiedzę tu dłużej. Stara była rozżalona, że nie zostałam dłużej, żeby zrobili mi szczegółowe testy.
Jeśli mam być króliczkiem doświadczalnym od wpierdalania leków, to wolę nim być w domu. Czas ucieka, a ja muszę jeszcze załatwić parę spraw, zanim będzie za późno.
Na całą resztę zostawiam sobie pamiętnik. Niezniszczalny przyjaciel, najwierniejszy, który wszystko zniesie i dochowa każdej tajemnicy. Jak dobrze, że choć papier jest tak cierpliwy...
skomentuj (0)
2012-02-13 16:36:51 >>
David Guetta - Titanium
You shoot the gun
But I won't fall
I am titanium...
Jutro wychodzę. A.R była dziś u mnie drugi raz. Namawiała mnie, żebym jeszcze została do czw, bo wtedy nie ma drugiej pracy po południu, i pojedziemy na pizzę,a potem zawiezie mnie do domu. Obiecywała, że będzie mnie odwiedzać codziennie, jeśli zdecyduję się jeszcze zostać.
Ale nie chcę. Właściwie, nic już nie chcę. Wszystko mi jedno co dalej będzie. Wszystko mi jedno, czy dostanę dziś to, co chciałam.
Wpadłam ostatnio na pomysł, by jebnąć tatuaż tam, gdzie powinno być serce. Miałby wyglądać jak rozdarta skóra, a pod nią pustka.
Nicość. Przecież nie mam już serca. Jak się okazuje, można żyć, a raczej marnie egzystować nie mając niczego.
Dobrze, że chociaż wspomnień nikt mi nie odbierze.
Michał miał dziś wpaść ze swoją laską. Poproszę go o ostatnią przysługę.
O najważniejszym i tak nie napiszę. O czymś najważniejszym, niezmiennym i wiecznym.
skomentuj (0)
2012-02-12 21:41:10 >>
Do bez-tęsknoty i do bez-myślenia...
Leki powoli zaczynają działać. Zamulają mnie totalnie. Próbuję nie czuć, nie myśleć. Myśli i uczucia zostawiłam sobie na resztę wieczności.
Wpadłam na szalony pomysł, ale jednak go nie zrealizuję. Listy będę chować do szuflady... Smutny zapis porażki i tego, co wieczne, niezmienne. To, co już na zawsze będzie we mnie.
Odnośnie diagnozy, nic nowego. Epizod depresyjny i zaburzenia adaptacyjne. Kilka lat temu również diagnozowali mi zaburzenia adaptacyjne i ZA. To mi wiele wreszcie wyjaśniło. Pogodziłam się z tym, na co nie mam wpływu.
Miałam wyjść jutro, ale nie wiem, czy to odpowiedni moment. Normalnie trzymaliby mnie tu jeszcze tydzień, dwa. W każdej chwili znów może być tak samo. Zostałam, bo nie miałam dokąd wracać. Nie miałam już na co czekać. Nie mam siły czuć.
Nie wiem, co by było, gdyby nie leki.
Próbuję czymś zająć myśli. Odwiedza mnie Andrzej, raz był nawet Maciek. Michał wpadnie jutro, jeśli nie wyjdę. Reszta znajomych może wpadnie w tygodniu. Dopiero niedawno dostałam laptopa. Nie spieszyło mi się do tego.
Siłą rzeczy pewne sprawy muszę zachować dla siebie. Do stracenia mam tylko dach nad głową.
Są rzeczy, których nigdy nie zaakceptuję. Granice, których nigdy, przenigdy, nie pozwolę nikomu przekroczyć. Historia w pewien sposób lubi się powtarzać. Czy jest na świecie człowiek rozczarowany bardziej ode mnie?
Serce mi pękło. Nie jestem w stanie już nic czuć.
Na chuj mi uczucia, których nie rozumiem i których nie umiem nawet nazwać? I ja miałabym sobie z nimi poradzić?
Nie zostało ze mnie już nic.
I teatralnie wręcz mam wyjebane, co myślą niektóre osoby o tym wszystkim. Niektórzy nigdy nie zrozumieją pewnych spraw. Nigdy nie wezmą na siebie odpowiedzialności za drugiego człowieka. Nie spojrzą na siebie, ale pierwsi rzucą kamieniem. Nie muszę już nic. Oddychać nawet. Mogę sobie być najgorszym złem. A kłamstwo powtarzane milion razy nigdy nie stanie się prawdą.
All the beauty I see
All the beauty I feel
All the beauty I hear
All the beauty in the world
Ain't nothing compared to you
I adore you everyday
I love you everyday
I got all the time in the world
To wait for you
Nauczyłam się już, że najważniejsze jest to, co ma się w sercu. To pozostaje niezniszczalne, niezależnie od okoliczności.
Myślenie da się wyłączyć, ale nie sny.. Więc zostało mi tylko, i aż tyle. Tak nierealne, że aż piękne.
Więc czekam, aż zmuli mnie ketrel... I rozpłynę się w lepszym świecie.
skomentuj (0)
2012-01-17 01:41:05 >>
Koniec mnie.
Doszłam do wniosku, że coś trzeba zmienić, bo tak nie da się żyć dalej..
Jak zwykle to, co czuję spycham na dalszy plan, bo o uczuciach mówić (ani pisać) nie potrafię. To, co się ostatnio dzieje, to jedna wielka rozpacz. Wszystko leży, i czeka na lepszy czas. Od najprostszych spraw,po te ważniejsze.
Bo jak wytłumaczyć to, że od 3 dni nie chciało mi się jebanej dziary posmarować kremem? Nie chciało mi się. To tylko kilka dni dbania o takie gówno, i zostaje ładne do końca życia. A ja już mam rozlane kontury, bo mi się kurwa nie chciało.
Nie chciało mi się też uprać ciuchów, więc zapierdalam w tych samych non stop, choć mam inne. Nie chciało mi się założyć czystych spodni, kiedy szłam do sklepu.
Włosów nie myłam chyba z 4 dni... Od tygodni obiecuję sobie, że ten chlew posprzątam.
Ale wszystko na nic.
WSZYSTKO idzie się jebać, absolutnie wszystko. Rzygam już taką wegetacją, czuję się jak warzywo. I sama w sobie muszę pewne rzeczy ogarnąć, a to jest chyba najtrudniejsze. Szukanie sensu tam, gdzie go nie ma... Jak czekanie na deszcz na pustyni. Po co walczyć, skoro wynik i tak będzie ten sam.
I zupełnie sama jestem z tym syfem, bo nie umiem go z siebie nawet wyrzucić.
Znów jest mi wszystko jedno, znów praktycznie się nie wykąpałam, znów zasnę w totalnym chlewie, bo przeraża mnie ogrom wszystkich spraw do załatwienia. Starzy znów plują mordę. Znów cały dzień gniję w domu, zastanawiając się, czy iść spać, czy gnić dalej.
Znów awantury. Dzień w dzień teksty, że jeśli mi się coś nie podoba, to mogę wypierdalać. To ja się pytam, dokąd?
I po co? Czy gdzieś będzie lepiej, ze stawką 8zł za godzinę w jakimś pierdolonym mc donaldzie albo na kasie w markecie? Bo za taki hajs nie da się nawet kawalerki wynająć. A co ze szkołą? Pójdzie w pizdu, bo nie dam sobie rady. Straciłam wiarę i nadzieję we wszystko dookoła. I jak ma niby wyglądać moje życie za kilka tygodni, miesięcy? Skoro lajf is brutal i trzeba liczyć tylko na siebie?
Boję się marzyć. Nawet o normalności. O byle jakim, ale jakimkolwiek życiu.
Znów jestem kurwa chora, nie wiem, który to już raz tej jebanej jesienio-zimy, ale męczy mnie to w pizdu. Jutro miałam być daleko stąd, ale starzy jak zawsze musieli zjebać mi plany. A przed weekendem znów będzie darcie mordy. W międzyczasie o milion najróżniejszych błahych spraw. KURWA, CZY JA WYGLĄDAM NA KOGOŚ NIEZNISZCZALNEGO?
Może trzeba było mnie zawieść w piątek do tego psychiatryka... Posiedziałabym sobie jakiś czas bez nich, odpoczęłabym, wpierdalając chujowe szpitalne żarcie i po raz enty wciskając kity lekarzom, jak zwykle...
Piątek był koszmarem. I na długo zostanie w mojej zszarganej psychice. To, i wiele innych spraw dopierdoli mi już bez reszty.
Miałam iść dziś do lekarza, i nie poszłam. Bo kurwa spałam do południa. I tak sobie czasem marzę... By pewnego dnia się już nie obudzić. Nie budzić się już w poczuciu pustki i bezsensu, nie śnić koszmarów, nie zastanawiać się więcej, jak ja ogarnę każdy dzień...? Co tym razem będę musiała sobie odpuścić, a co zrobię byle jak? Z czym znów będę musiała się zmierzyć, co się kurwa jeszcze spierdoli? Jak wielki kubeł gówna tym razem wyleją na mnie starzy? Ileż razy jeszcze palące łzy zaszklą się w oczach?
Ileż jeszcze takich pierdolonych dni trzeba przegnić, by umrzeć... Na świecie, który jest piękny, ale jednak nie dla wszystkich.
Ile jeszcze będę musiała wytrzymywać z samą sobą, choć już nie mogę? Ale na to pytanie akurat jest odpowiedź... Do usranej śmierci. A ta suka nie chce wcale nadejść. Nie marzę już wcale o tym, że mogłoby być lepiej. Niestety, moja chora wyobraźnia nie sięga tak daleko.
Bo co poradzę na to, że tyle bym chciała, a nie mogę nic? Cokolwiek nie zrobię, i tak będzie źle. Tragizm bohatera romantycznego... Coś jeszcze pamiętam z lekcji polskiego.
W marzeniach jak zwykle miało być lepiej. W marzeniach siedziałabym jutro w pociągu.. A siłą rzeczy muszę gnić w chacie.
I znów kurwa zasnę (albo i nie?) na poduszce mokrej od łez, w poczuciu kompletnego BEZSENSU, płacząc z rozpaczy i dławiąc się łzami, nie mogąc oddychać.
Tak się kurwa nie da żyć. A przynajmniej ja już tak dłużej nie mogę.
skomentuj (0)
2012-01-11 11:48:31 >>
Koniec wszystkiego. Marzę o śmierci.
Mam absolutnie kurwa dość wszystkiego. Nie marzę już o niczym. Po co? Po tylu latach i takich wspomnieniach nie da się nawet o normalności marzyć. Jak dalej żyć z takim ciężarem? Każdy dał coś od siebie. Nikt nie chciał być gorszy.
Wszyscy idealnie zadbali tylko o siebie, o innych zapominając. Jeśli mogłam coś od kogoś dostać, to był to ból. Ewentualnie mogłam jeszcze liczyć na kilka kłamstw, i wspomnienia, które stały się moim przekleństwem.
I jest mi kurwa zajebiście źle. Zaciągam się ile sił w płucach błękitnym dymem dusząc się niemiłosiernie. Przeciągnęłabym jeszcze... Czymś po skórze, bo marzę o ukojeniu, bo ból który czuję rozpierdala mnie kurwa od środka i chce mi się wyć
!!
!!
!!
!!
!!
!!
!!
!!
!!
!!
!!
!!!!
!!
!!
!!
!!
!!
!!
!!
Znów jazdy od rana. O to, że wyjebią mnie z domu, bo nie poszłam chora do szkoły. Kurwa. Ukoję swój ból w inny sposób. Wszyscy mogą mi kurwa skoczyć bo i tak gówno wiedzą o tym co czuję...
Wyjebałam starej z tekstem, że jest głupia, bo nie umie nawet własnego dziecka szanować. I spytałam, po co sobie mnie zrobiła, skoro nie umiała się mną nigdy zająć.
Z tym, co jest we mnie, nie da się żyć. A ja wcale żyć nie chcę... Marzę o śmierci. O śmierci, która i tak nic nie zmieni, bo ludzie dla zasady nic nie zrozumieją i będą szukać winy wszędzie, poza sobą. Bo są jebanymi hipokrytami i dbają tylko o siebie.
Więc siedzę kurwa w męskich bokserkach, w męskiej bluzce, ze szlugiem w ręce i z pogardą dla całego świata w sercu. W dupę sobie wsadźcie swoje niezrozumienie. Nie pragnę już niczego dobrego. Cóż jeszcze się spierdoli?
Ha
!! Dostałam właśnie zjeby, że za dużo tłuszczu wlałam do ziemniaków. I monolog. Jaka to ja beznadziejna jestem. I tak kurwa całe jebane życie. BOŻE, NA CHUJ DAŁEŚ MI RODZICÓW?
Czasem sobie myślę że Bóg jest egoistycznym dupkiem, mającym nieziemski ubaw z tej szopki jaką tu urządził. NA CHUJ DAŁEŚ MI ŻYCIE? WEŹ JE SOBIE Z POWROTEM, BO JA SIĘ NIE PCHAŁAM NA TEN SKURWIAŁY ŚWIAT.
Weźcie sobie wszyscy te chuja warte życie, i wsadźcie je sobie głęboko w dupe.
skomentuj (0)
2012-01-09 07:49:07 >>
'Can you feel the love tonight?'
Z nieba wprost do piekła. I tak cały czas. Chcę stąd uciec... Nie musieć nigdzie wracać ze ściśniętym od płaczu gardłem..
Powinnam już wyjść, bo mam zaliczenie semestru, i co z tego? Zamiast tego siedzę zaryczana przed lapkiem.
" Tak bardzo chciałbym, żeby jutro mogło się to zmienić,
żebym mógł dać Ci to co chcę Ci dawać
i dostać to od Ciebie. "
Już wiem, co bym wpisała w temacie "Do czego byście się nigdy nikomu nie przyznały". Jebłabym zaisty wpis o emocjach. O tym, jak bardzo sobie z nimi nie radzę, jak bardzo niektórych nie znam, i jak chujowo jest uczyć się ich z filmów, i wciąż niewiele rozumieć.
Marzę o bezludnej wyspie... I świętym spokoju.
Nie chce mi się ciągle zastanawiać, czy coś, co powiedziałam, nie było przypadkiem nie na miejscu, nie chce mi się myśleć o tym, jak inni by czuli na moim miejscu, mam dość życia w świecie, którego NIE ROZUMIEM i NIE OGARNIAM. Nie chcę już nie rozumieć, tego, co czuję.
I tęsknię przeogromnie...
Ten tydzień będzie zjebany, coś tak czuję. Daj mi Boże maj... Chcę,żeby było lepiej. Są w życiu takie rzeczy, które przygniatają ciężarem nie do uniesienia. I liczę na to,a raczej chcę wierzyć, że ten właśnie ciężar spadnie ze mnie już w maju.
skomentuj (0)
2012-01-02 22:56:53 >>
The Birthday Massacre - Unfamiliar...
Lately,
Nothing passes lightly.
A heavy hand is holding me down -
A breeze is just an unfamiliar sound, to me.
Just close the door,
It's all coming back to me.
Be still my heart,
'Cause it's all coming back.
Just close the door,
It's all coming back to me.
Be still my heart,
'Cause it's all coming back.
Lately,
Nothing passes by me.
And every hand is pulling me down -
And praise is just an unfamiliar sound, to me.
Just close the door,
It's all coming back to me.
Be still my heart,
'Cause it's all coming back.
Just close the door,
It's all coming back to me.
Be still my heart,
'Cause it's all coming back.
Ooo, Just close the door -
It's all coming back.
Ooo, Just close the door -
'Cause it's all coming back.
All this meaning.
This, direction feel like it,
Pulls me away.
It's hard to just forget,
what they say - To me.
Just close the door,
It's all coming back to me.
Be still my heart,
'Cause it's all coming back.
Just close the door,
It's all coming back.
Be still my heart,
'Cause it's all coming back.
Tak stare, ukochane i prawdziwe... It's hard to just forget what they say - to me...
Just close the door, its all coming back to me, be still my heart... Od lat katuję tę piosenkę. Życia i sił by zabrakło by opisać koszmary przeszłości. Marzyłam kiedyś, by tak po prostu zniknęły.
Marzyłam o zrozumieniu.. Ale czy dostałam je, tak, jak chciałam, w 100 procentach?
Czasem tak drobna i wielka rzecz może ukoić ból. Ale "czasem mniej znaczy więcej..." Pogodziłam się z przegraną.
Prawdopodobnie nikt nie zrozumie błędów, które popełnia się z rozpaczy. I w rozpaczy...
O moich starych można by napisać niezły scenariusz na horror. I to psychologiczny. Nic nigdy w życiu nie było dla mnie takim upokorzeniem, jak właśnie oni i to co robią. Jak zjebali mi życie. Zamiast rodziców, dostałam ciężar na całe życie. Ciężar, który prawdopodobnie nigdy nie spadnie z moich ramion.
Bo jak zrozumieć, że wolałam mając te jebane 14 lat zwiać do tego skurwiela, tylko po to, by uwolnić się od nich (pozornie zresztą)?
Za chwile wolności przyszło mi słono zapłacić. 22-23 stycznia 2008...Przeszłam piekło na ziemi. I nie boję się już smierci... Cóż może być gorszego od tego, co mnie spotkało? Nie boję się już dnia, kiedy zostanę z niczym. Wszystkie drogi prowadzą do piekła.
Te dni, i wiele innych, chciałabym wymazać na zawsze z pamięci, ale zwyczajnie się nie da. Ktoś gdzieś wymyślił, że mam gnić za życia. Może ten ktoś to Bóg...
Jak by nie było, na myśl przychodzi jeden jedyny wiersz...
Nie wierzę w nic, nie pragnę niczego na świecie,
Wstręt mam do wszystkich czynów, drwię z wszelkich zapałów:
Posągi moich marzeń strącam z piedestałów
I zdruzgotane rzucam w niepamięci śmiecie...
A wprzód je depcę z żalu tak dzikim szaleństwem,
Jak rzeźbiarz, co chciał zakląć w marmur Afrodytę,
Widząc trud swój daremnym, marmury rozbite
Depce, plącząc krzyk bólu z śmiechem i przekleństwem.
I jedna mi już tylko wiara pozostała:
Że konieczność jest wszystkim, wola ludzka niczym -
I jedno mi już tylko zostało pragnienie
Nirwany, w której istność pogrąża się cała
W bezwładności, w omdleniu sennym, tajemniczym
I nie czując przechodzi z wolna w nieistnienie.
"Koniecznośc jest wszystkim, wola ludzka niczym.." Dopiero dziś dotarło do mnie prawdziwe znaczenie tego fragmentu.
Cóż zrobić... Zatapiam się we wspomnieniach i przechodzę przez swoje piekło po raz enty...
Już kurwa w podstawówce słyszałam od pedagogów teksty, co bym przypadkiem nie próbowała nic starym tłumaczyć, bo i tak do nich nie dotrze...
Ledwo mnie znaleźli na gigancie, a już wyjebali z chaty, tradycyjnie kurwa! Jacy łaskawi, że po powrocie ze szpitala pozwolili przekimać kilka godzin w domu. A potem do dziadków. I sajgon od nowa.
Po tym, jak zjebałam z domu ojciec powiedział, że się mną brzydzi. Po tym, co było na Elektoralnej. No kurwa!!! Jak można własne dziecko tak traktować?
skomentuj (0)
2012-01-02 17:09:48 >>
Dni mojej żałoby zamieniły się w lata... [*]
Who's gonna save the world tonight?
Who's gonna bring you back to life?
W cz-b... Ocenzurowałam najtrwalszy z wszelkich atramentów...
Serca nie da się oszukać. Na zawsze w pamięci.
skomentuj (0)
2011-12-28 20:49:09 >>
K.M.K <3
Odcięta od swojego ukochanego narkotyku siłą przeznaczenia, a może głupotą innych ludzi, lub zwyczajnie przeciwnością wrednego losu, zaczęłam się zastanawiać nad sensem istnienia.
Żeby nie było, mój Jedyny Narkotyk nie jest żadną z substancji, ma piękne, zielone oczy w których mogłabym tonąć każdego dnia, i najcudowniejsze ramiona świata, w których chciałabym się schować na resztę życia.
Doszłam dziś do wniosku, że nienawidzę być sama ze sobą. We własnym świecie, którego i tak nikt nie rozumie. Sama z tym, co czuję, i ze wszystkim, co staje na drodze do szczęścia.
Marzę o dniu, w którym napiszę starym smsa: "Pierdolę ten cały koszmar, na jaki mnie skazaliście, pierdolę ten ból, z którym żaden normalny człowiek by sobie nie poradził, a już na pewno nie ja! Pierdolę to wszystko serdecznie, i już nigdy więcej mnie nie zobaczycie, skoro nie stać was na uczucia, które mają w sobie miliony ludzi."
Przykre, bo do końca chciałam wierzyć, że można coś znaczyć dla ludzi, w których wszyscy inni mają oparcie i zrozumienie.
Założę się, że i wtedy przygniotłoby mnie poczucie winy. Za wszystko. Za to, że nie umiem znieść tego co robią i pragnę uciec daleko stąd. Do mojej Królowej... Prosto w Jej ramiona.
Jak ma kiedykolwiek być normalnie? Ileż można na kolanach błagać o cud? Samej z sobą jest mi ciężko.
Jak mam uwierzyć w cokolwiek? Najpierw musiałabym uwierzyć w siebie!
W szkole Joda kpi sobie ze mnie na każdym sprawdzianie, że mam pisać, że się lenię, że nie wierzę w siebie. Oj gdyby tylko znała prawdę o mnie, gdyby wiedziała, jak mi ciężko w każdej jebanej sekundzie, to skończyłoby się pierdolenie o lenistwie.
Żal mi ludzi, którym tak łatwo przychodzi ocena na podstawie tego, co im się wydaje. Nie wiem, czy kiedykolwiek starczyłoby mi sił, by opowiedzieć komuś o całym swoim życiu. Chyba pękłoby mi serce.
Jednak uczę się szczęścia... Z każdym dniem próbuje nauczyć się lepszego życia. Na nowo odradzam się w ramionach mojego Anioła jak feniks z popiołów. W kocich łapkach odnajduję sens tam, gdzie po ludzku już go nie ma...
I marzę już tylko o tym, by dzielnie przejśc do końca piekło na ziemi i być na zawsze przy moim Kiciuniątku.
skomentuj (0)
2011-12-23 01:30:20 >>
2 osoby...
"Jestes piekna. Ladna na zewnatrz i ladna w srodku. Spij dziecko Aniolow (...) Bo tak sobie mysle kto by Cie tu wyslal na ten swiat gdzie musisz doswiadczac tyle cierpienia. Chyba tylko aniolowie z ich cierpliwoscia. A jestes tak delikatna"
"Moja Zosia. Moja kochana Zosia, do ktorej mam slabosc."
Pamiętam, jak Joda mówiła "niech się dzieje wola nieba. Z nią się zawsze zgadzać trzeba." I miała rację...
Na co ja liczyłam? Na cud? Zbyt wiele mam do uniesienia, by jeszcze mieć marzenia. "Uszanować swoją godność, doceniając ją..." Echem w mojej głowie odbijają się słowa A.M sprzed wielu lat. Wiedziała doskonale, co powinna napisać mi w pamiętniku. Jaka szkoda, że o tym zapomniałam...
Myślałam, że można inaczej. Że wszystko jest do zniesienia. "Nie ma rzeczy nie do zniesienia..." I tym się kierowałam. W końcu po każdej burzy wychodzi słońce. Ojciec mi zawsze mówił, że słońce jest zawsze.. Nawet, jeśli ukryte za chmurami.
Moje słońce zgasło dawno temu...
A tak chciałam odrzucić smutek. Wszystko, co sprawia ból. Marzyłam też o miłości...
Wyszło na to, że boję się marzyć. Zostałam z niczym.
skomentuj (0)
2011-12-22 20:48:51 >>
Nigdy nie będę prosić się o miłość.
Ból rozrywa mnie na części.
skomentuj (0)
2011-12-22 03:09:58 >>
Anything u want, u got it...
" I live my life to be with you.
No one can do the things you do."
Nikt nie ma w sobie na tyle odwagi, by powiedzieć mi coś wprost... Każdy robi tak samo. Tak samo beznadziejnie. Jedni tylko rainą mniej, inni bardziej. Jeszcze inni ranią tak, że nawet oddychanie sprawia ból.
Wiek jak pokazało życie też nie gra roli. Pamiętam, co kiedyś ktoś mi powiedział, x lat temu. "Ty zachowujesz się jak 5 letnie dziecko... A ona jak 2 letnie."
Niestety. Można mieć i 100 lat, i nie mieć bladego pojęcia o odpowiedzialności za drugiego człowieka, za uczucia, które się w nim budzi.
Sama jestem bezsilna. Bezbronna, zostawiona sama sobie. Zawsze tak było. Nigdy nic się nie zmienia. I ja mam sobie radzić? Jak?
Wszyscy są tacy sami. Myślą tylko o sobie. Kiedy jest im wygodnie, to mam być. Kiedy nie, mam spierdalać... Bo nawet na szczere słowa ich zdaniem nie zasłużyłam. To ja się kurwa pytam, dokąd to wszystko zmierza?
Nic nie zdąży się zmienić, nim pogrążę się w bezsensie.... Są słowa, na które czekam od lat.
Były też Święta, na które czekałam całe życie. Całe, smutne, pierdolone życie. Jedne jedyne, normalne. O reszcie marzeń dotyczących Świąt nie wspomnę. Po co? Tylko bardziej mi żal będzie tego, co tak odległe i niedostępne...
Rzygam takim życiem. Tym bólem, bo tylko to inni potrafią dać mi z siebie. Chorzy psychopaci. Skurwiele. Egoiści.
"Ma dusza błękitna gaśnie ze smutku, z żalu..."
A oto co napisał ktoś, kto okazał się być skurwielem jak wszyscy inni.
(2009, "Figurówki")
"Gdy jak Iskra żywa żywioł destrukcyjny, surowy, piękny
Po tafli życia zataczam w pojedynkę posępne kręgi
Wśród skoków,piruetów,kroków i spiral czaru
Ma dusza błękitna gaśnie bez ruchu, ze smutku,z żalu
I nagle. jeden dźwięk pustkę przeszywa
Cichy szept czuły... , Pieśń piękna dyskretna... , nadaje ton
Me serce przyspiesza, bo już wie czyj to głos
I zaraz pędzę przez lodu pustkowie w dal
By być przy tobie i znowu odczuć ten żar
Czy lud ten żar zniesie?
Czy lód się nie rozpłynie?
Czy nas dwie gdzieś do złego nie poniesie
Czy dane nam będzie znów razem w rytmie braku przyzwoitości
Oddać się wspólnie prawdziwemu szczęściu i radości
Bo cóż innego począć gdy w nas tyle namiętności"
(2009, "Pamiętniki panny Z"
"Po nocy sama wznosisz ponownie kurz
Wyjmując z szafy wspomnien zapis co ranią jak nóż
Ponownie odczytane Raniące twe serce jak kolce róż
Pamiętniki twe zapomniane z przed lat kilku
Ksiażki niepozorne zawierające tyle twego życia prawd
Pozostawiają w tobie dystans, doze szacunku dla minionych lat
Ale juz niedlugo i one zawolaja jak ty kiedys ratunku
Bierzesz zapałke rozlewa się w ciemnosci jej blask
Cichy dzwięk roździera świat, upada ona na papier jak w wodę rzucony głaz
Ogień swymi językami pochłania pełne strony siejąc jasny blask
I juz zaraz płoną w męczarni twej duszy zapomniane skrawki
Bo to już nie ty to pisałas, ale
ktoś kto odszedł jakis byt marny
ktoś samotny, oszukany, prawie ze umarły
Ktoś spisal te historie posrod tych popiołu kart
Ale to juz mineło ta chwila to dzwiek iskier
Syczacych jak bestia krążaca głodna za swego wiezienia krat
A ty odrodzona zmieniasz sie i patrzyszw popiół
Roniąc tylko jedną z odnalezionych po latach szczescia łez
Bo jak feniks w popiole tak i ty odradzasz sie w płomienia dzwiekow takt
Bo co było odeszlo a ty dostalas skrzydel i lecisz jak ptak
By zaznac szczescia szybujac wsrod przyszlosci gwiazd"
Smutne to wszystko...
Więc próbuję nie czuć, kolejny raz znieczulam się... Uciekam od bólu, który zawsze będzie mi towarzyszył. Nic go nie zagłuszy.
Mogło być gorzej? Wolę nie zadawać sobie tego pytania, bo wtedy życie traktuje to jak "challenge accepted".
Z roku na rok pierdoli się coraz bardziej. Nawet z tygodnia na tydzień! Dziś się okazało, że i w jedną sekundę można wszystko zjebać. Dla chcącego nic trudnego... Jak widać są ludzie, którzy kochają... Niszczyć. Tak z własnej zawiści, głupoty...? Nie wiem, czego jeszcze. Nie jestem w stanie tego pojąć, jak można komuś zrobić coś takiego. Czuję się obrzydliwie sama ze sobą. Jakbym gniła za życia.
Moja nadzieja umarła bezpowrotnie. Wszystko zniknęło. Wszystko co budowałam tyle czasu, oby tylko nie rozpaść się na drobne kawałki. Wszystko poszło się jebać. Cały trud. Na chuj się starać? NA CHUJ KURWA???
Jak można kogoś zabijać w taki sposób! Nic, co działo się w moim życiu wcześniej nie równa się ostatnim miesiącom. Nic kurwa. Najgorsze obrzydlistwa tego świata. O ile wcześniej nie chciało mi się żyć, to teraz pragnę śmierci. Są słowa, które wypalają duszę na popiół... Są czyny, które na zawsze zostają w pamięci.
Ze wszystkiego mogłam się podnieść, bo nie tęskni się za czymś, czego się nigdy nie miało. A dziś? ... Dziś jest nieco inaczej. Miałam iluzję tego, o czym marzyłam. Zjebane złudzenie, w które tak chciałam wierzyć, że przysłoniło mi to nawet własną godność.
Bo tak bardzo chciałam być kochana. Tak bardzo, że pozwoliłam zniszczyć własne życie. Całą siebie.
Ludzie są kurwa podli... A słowa to za mało.
Modlę się o śmierć.
skomentuj (0)
2011-12-21 22:33:33 >>
Z dziś... Rozmyte, jak świat za mgłą łez.


skomentuj (0)
2011-12-21 22:24:07 >>
skomentuj (0)
2011-12-21 22:23:47 >>
skomentuj (0)